U nas SLD - trzecie, Palikot piąty

W Gąsawie wygrał PiS, w Rogowie - PSL, w Janowcu - SLD, w pozostałych gminach powiatu żnińskiego oraz w Szubinie i Kcyni najwięcej głosów uzyskała PO. Najbliższa sukcesu była Aleksandra Nowakowska (PO), której do pełni szczęścia zabrakło 167 głosów. Posłem z Pałuk został Radosław Sikorski.

Na dwóch wykresach przedstawiono wyniki wyborów w powiatach (na obwodzie) i w całym kraju (w centrum)
Głosowanie w lokalu w spółdzielni mieszkaniowej w Szubinie
           fot. Piotr Bembenek

To już 20 lat od czasu, kiedy w ławach sejmowych zasiadał poseł rodem z grodu Śniadeckich. Był to Andrzej Wybrański, poseł Solidarności w latach 1989-1991. W ostatnim dwudziestoleciu w kadencji 1993-1997 powiat żniński był reprezentowany w Sejmie przez posła Stanisława Ciesielskiego z gminy Rogowo. Posłem z powiatu nakielskiego był w poprzedniej kadencji i zasiada w Sejmie także po ostatnich wyborach mieszkający w gminie Szubin Radosław Sikorski.
RADOSŁAW SIKORSKI
Największym wygranym spośród pięciu kandydatów z terenu powiatu nakielskiego jest Radosław Sikorski z Chobielina (gm. Szubin), minister spraw zagranicznych, jedynka na liście PO, na którego głosowało 91.720 wyborców w okręgu i był to szósty w kraju wynik osiągnięty przez pojedynczego posła [po Donaldzie Tusku (PO), Jarosławie Kaczyńskim (PiS), Bogdanie Zdrojewskim (PO), Bartoszu Arłukowiczu (PO) i Januszu Palikocie (RP)] . W powiecie nakielskim na Radosława Sikorskiego oddało głos 8.928 osób, a w macierzystej gminie Szubin - 2.400 wyborców.
- Chciałbym podziękować wszystkim Polakom, którzy głosowali. Po drugie dziękuję tym, którzy oddali głos na Platformę i po trzecie tym, którzy w kujawsko-pomorskim zagłosowali na mnie. Serdecznie dziękuję - zwrócił się do wyborców Radosław Sikorski.

Liczba głosów uzyskanych przez kandydatów z powiatu żnińskiego i gmin: Szubin oraz Kcynia. Zachowano proporcje między obszarami: taki sam obszar = taka sama liczba głosów. Cyfry
oznaczają liczbę głosów. Duże cyfry = głosy w całym okręgu. Małe cyfry = głosy w powiatach: żnińskim (obszar z ukośnymi kratkami) i nakielskim (obszar zakreślony pionowymi liniami.

     Drugiego na liście PO kandydata z Szubina Marka Biernackiego poparło 680 osób. Kandydat jest zadowolony z wyniku. - Dziękuje wszystkim, którzy na mnie głosowali. Dzięki wynikowi będę mógł skutecznie działać społecznie. Spodziewałem się wyniku między 500 a 1.000 głosów. Ten, który osiągnąłem, jest przyzwoity - powiedział Marek Biernacki.
Radosław Sikorski otrzymał od mieszkańców powiatu żnińskiego 3.328 głosów, czyli więcej niż w powiecie żnińskim zdobyła Aleksandra Nowakowska. Największym poparciem cieszył się w gminie Barcin (ponad tysiąc głosów), a w gminie Żnin poparło go 860 uprawnionych do głosowania. Ponad 600 głosów na Radka Sikorskiego oddali mieszkańcy gminy Łabiszyn. Sporym poparciem wśród kandydatów PO cieszyli się na terenie powiatu żnińskiego: Krzysztof Brejza (415 głosów), Teresa Piotrowska (339 głosów) oraz Paweł Olszewski (255 głosów).
Cztery lata temu na Radka Sikorskiego głosowało 117.291 wyborców.

ALEKSANDRA NOWAKOWSKA
W poniedziałkowe przedpołudnie Aleksandrę Nowakowska od mandatu dzieliło 7 głosów. O wejście do Sejmu walczyła z byłą posłanką SLD, a obecnie startująca z listy PO Grażyną Ciemniak. Była szansa na to, że po spłynięciu wyników ze wszystkich obwodów Aleksandra Nowakowska posłanką będzie. Niestety. Gdy Państwowa Komisja Wyborcza na stronie internetowej podała wynik ze 100% obwodów, nadzieje okazały się płonne. Piąty wynik i mandat przypadł Iwonie Kozłowskiej, nauczycielce z Zabartowa w gminie Więcbork (powiat sępoleński). Zagłosowało na nią 4.668 wyborców. Wyprzedziła Aleksandrę Nowakowską o 167 głosów. Tyle zabrakło kandydatce ze Żnina do tego, aby zostać posłanką.

- Wynik Platformy Obywatelskiej to ogromny sukces, a na dodatek sukces historyczny. Jak wszyscy zapewne wiedzą PO jest pierwszą partią w demokratycznej Polsce, która utrzymała władzę i wygrała kolejne wybory parlamentarne. Bardzo mnie cieszy fakt, że grałam w tej zwycięskiej drużynie. Jestem też zadowolona z uzyskanego wyniku. Trudno nie doceniać tych 4500 głosów. To ponad 700 głosów więcej niż w wyborach z przed czterech lat. Wynik tym bardziej znaczący biorąc pod uwagę mniejszą o ponad 5% frekwencję - powiedziała wiceburmistrz Żnina.
Z 4.501 głosów, jakie zdobyła Aleksandra Nowakowska, aż 3.131 to głosy z terenu powiatu żnińskiego; w samej tylko gminie Żnin zastępczyni burmistrza zdobyła 2.318 głosów. Spore poparcie (ponad 500 głosów) uzyskała w Bydgoszczy.
W poprzednich wyborach zdobyła 3.973 głosy.

MARIA WARDA
Na Radną Rady Gminy w Gąsawie Marię Wardę, kandydatką PiS, w skali okręgu oddało głos 2.464 wyborców. Było to piąty wynik na liście, a kandydatka z Gogółkowa zajmowała miejsce siódme. Wyprzedziła jedną z aniołków Jarosława Kaczyńskiego, czyli faworyzowaną Magdalenę Żuraw z Warszawy, dziennikarkę Gazety Polskiej. Ta dostała dwieście głosów mniej. Niestety wynik Marii Wardy był zbyt niski, aby wywalczyć mandat poselski. Te trafiły do trzech osób: Kosmy Złotowskiego (21.607 głosów), Tomasza Latosa (21.308 głosów) oraz Bartosza Kownackiego, drugiego kandydata z Warszawy (7.735 głosów). Do zdobycia mandatu kandydatce z powiatu żnińskiego zabrakło 5,2 tysiąca głosów, a więc sporo.
- Chciałabym podziękować tym wszystkim, którzy oddali na mnie swoje głosy - powiedziała Maria Warda. - Dziękuję moim sympatykom i przyjaciołom, którzy pomogli mi w tej kampanii i poparli moja kandydaturę. Mieszkańcom Gogółkowa, Gąsawy, Rogowa, Żnina i Bydgoszczy. Wynik można komentować różnie. Dla jednych jest wysoko, a dla innych niski. Byłam siódma na liście, a wynik był piąty, co nie jest złym wynikiem. Cieszy mnie duże poparcie z gminy Żnin. Wdzięczna jestem ludziom, którzy na mnie głosowali.
Maria Warda ubolewa nad tym, że Aleksandrze Nowakowskiej nie udało się uzyskać mandatu poselskiego. - Gdyby istniała taka możliwość, to po to, aby powiat miał swojego posła, mogłabym zrezygnować z tych dwustu głosów. Nie chcę, żeby to było źle zrozumiane przez ludzi, którzy na mnie głosowali i przeciw PO, ale chodzi mi o to, że powinniśmy mieć swojego posła. Dla dobra sprawy i dla dobra Pałuk. Gratuluję jej również dobrego wyniku, bo też stara się pracować na rzecz powiatu - powiedziała kandydatka.
W 2007 roku głosowało na Marię Wardę 1.816 osób.
Spośród kandydatów spoza powiatu na liście PiS największe poparcie dostali Kosma Złotowski (1.140 głosów) i Tomasz Latos (661 głosów).

       DANUTA PILARSKA
Kandydatka PiS Danuta Pilarska z Szubina otrzymała 1.517 głosów. Największym poparciem cieszyła się w gminie Szubin. Głosowało na nią prawie dwieście osób.
- Polityką zaczęłam się zajmować od niedawna i powiem, że na to trzeba mieć twardy kręgosłup. W mojej ocenie w wyborach parlamentarnych dostałam mniej głosów poparcia, jak w wyborach samorządowych, pomimo że okręg wyborców był o połowę większy. Podejrzewam, że była druga Pilarska na liście Palikota i to ona mogła mi zabrać parę głosów. Nie było źle, ale liczyłam na więcej. Nie jestem zadowolona z takiego poparcia. Myślałam, że rolnikom będzie zależeć na konkurencji polskiego rolnictwa w Europie i poprawie rozwoju gospodarczego w gminie, powiecie. Ale jestem zadowolona, że to co robię będę robić dalej, a pracy mam wystarczająco dużo. Jutro jadę do Warszawy na konferencję europejską dotyczącą Wspólnej Polityki Rolnej po 2013 rok. Myślę, że trzeba uszanować wyborców i  ich wybór w głosowaniu. Serdecznie chciałam podziękować wszystkim wyborcom, którzy na mnie głosowali - mówi Danuta Pilarska.
ZOFIA KOZŁOWSKA,

RYSZARD KAWKA
Trzecia na liście PSL była Zofia Kozłowska, rolnik z Januszkowa. Kandydatka osiągnęła trzeci wynik na liście. Głosowało na nią 2.235 wyborców. Do mandatu zabrakło jej około 11 tys. głosów. W związku z niskim poparciem na liście do Sejmu dostał się tylko Eugeniusz Kłopotek z 13.287 głosami. Drugi wynik osiągnęła Ewa Mes, wojewoda kujawsko-pomorski, na którą zagłosowały 3.222 osoby.
- Płakać nie ma co, a cieszyć się nie ma czym - stwierdziła Zofia Kozłowska. - Nie jest to najlepszy wynik. Przy dobrej woli wyborców i lepszej frekwencji mógłby być lepszy. Liczyłam, że któryś z naszych kandydatów, a przede wszystkim pani Ola, do Sejmu wejdzie. Przy takim poparciu dla PO szansa była. Nam się udało wprowadzić jednego posła. Zbyt mało głosów padło na listę, aby było ich dwóch. Oby ta kadencja była bardziej owocna w swoich działaniach i aby następne wybory były bardziej przyjazne i dały większą ilość głosów.
W poprzednich wyborach na kandydatkę PSL oddało głos 2.308 osób.
W przypadku PSL wyborcy z terenu powiatu również sprezentowali kandydatowi spoza Pałuk sporą liczbę głosów. Na Eugeniusza Kłopotka głosowało prawie tysiąc wyborców.
Drugi z kandydatów PSL z powiatu żnińskiego, przewodniczący Rady Gminy w Rogowie Ryszard Kawka otrzymał 556 głosy. Zdecydowaną większość zdobył w gminie Rogowo.
ANNA BORKOWSKA,
ADAM KRASICKI

Z listy PSL do Sejmu startował jeden kandydat z gminy Szubin i jeden z gminy Kcynia. Najlepszy wynik uzyskała Anna Borkowska z Dębogóry w gminie Kcynia, na którą zagłosowało 812 osób. Większość z gminy Kcynia. Adam Krasicki z Małych Rud w gminie Szubin otrzymał 353 głosy.
- Jestem zadowolona z wyniku. Na taką kampanię nijaką, to wynik jest dobry. Tym bardziej, że zdecydowałam się na start w wyborach około miesiąc przed wyborami, a na liście znalazłam się za kogoś. Byłam 21. na liście, a osiągnęłam siódmy wynik. Liczyłam na 500 głosów. Jest więcej, więc jestem zadowolona - powiedziała Anna Borkowska.
Adam Krasicki również jest zadowolony z wyniku. Powiedział, że miejsce na liście, a była to 22. pozycja, nie predysponowało go do tego, aby rywalizować o mandat. Początkowo liczył na 500 głosów. - Dostałem mniej, ale i tak jestem zadowolony. Patrząc na to, jak głosowali wyborcy, na Ruch Palikota, który zabrał głosy również na terenach wiejskich, mamy taki wynik, jaki mamy - powiedział szef ARiMR w Nakle.
Dla porównania na byłego starostę nakielskiego, mieszkańca Paterka, Tomasza Miłowskiego oddało głos 485 wyborców.

ZBIGNIEW JASZCZUK
Drugi na liście SLD i drugi wynik spośród kandydatów z powiatu żnińskiego osiągnął Zbigniew Jaszczuk. Poparło jego kandydaturę 2.497 osób. Nie wystarczyło to, aby uzyskać mandat. Głównie dlatego, że zbyt słaby wynik osiągnęła lista SLD w całym kraju. Wygrała, i to zdecydowanie, Anna Bańkowska, na którą zagłosowało 16.203 osoby. I tylko ona zostanie po raz kolejny posłanką. Do mandatu zabrakło staroście 13.706 głosów.
Zbigniew Jaszczuk powiedział Pałukom, że jest bardzo zadowolony. - Dziękuję wyborcom za poparcie. Nie spodziewałem się za boga, że zdobędę drugi wynik na liście okręgowej, pomimo że byłem na miejscu czwartym - mówi starosta. - Tym bardziej jestem zadowolony, że do kampanii podszedłem lekko, rozrywkowo i luzacko. Byłaby szansa na drugi mandat, gdyby SLD w skali kraju otrzymało kilkanaście procent głosów. Ruch Palikota odebrał nam te kilka procent w ostatnich dwóch tygodniach. Wynik SLD jest słaby i dlatego z naszego okręgu mamy tylko jednego posła. Jednak z zajętego miejsca jestem osobiście zadowolony. Wielokrotnie mówili mi koledzy starostowie, którzy zostali posłami, że lepiej im się pracowało w samorządzie. Dlatego po wyborach mogę powiedzieć otwartym tekstem. Wolę być starostą niż posłem.
Zbigniew Jaszczuk w powiecie żnińskim dostał ponad dwa tysiące głosów, z czego największe poparcie uzyskał w gminach Żnin (818 głosów) i Janowiec Wielkopolski (666 głosów).
Cztery lata temu Zbigniewa Jaszczuka poparło 2.501 wyborców.
Podobnie jak to było w przypadku PO, także i w SLD sporo głosów z terenu powiatu żnińskiego otrzymali kandydacie spoza niego. Na Annę Bańkowską głosowało w naszym powiecie 742 wyborców. Jednak te głosy nie decydowały o przydziale mandatu, tak jak to miało miejsce na liście PO.
IGNACY POGODZIŃSKI
Kandydujący z listy SLD burmistrz Szubina Ignacy Pogodziński uzyskał 1.319 głosów. W samej gminie Szubin głosowało na niego 874 osoby, a w gminie Kcynia 135. - Jestem z wyniku zadowolony. To co miałem zrobić, to zrobiłem. Nie miałem złudzeń co do wyniku. Z szesnastego miejsca nie startuje się po to, żeby wygrać wybory. Wynik nie był taki zły, a przegrałem tylko z ministrem Sikorskim - powiedział Ignacy Pogodziński.
SENAT
W tym roku po raz pierwszy wybieraliśmy senatorów w wyborach jednomandatowych. Nowy okręg wyborczy (numer 10) utworzony został z powiatów: inowrocławskiego, mogileńskiego, żnińskiego, nakielskiego i sępoleńskiego. W wyborach wzięło udział 4 kandydatów: Adam Banaszak z Więcławic, kandydat PiS, Urszula Iwicka z Inowrocławia, kandydatka SLD, Jan Rulewski z Bydgoszczy, kandydat PO i Krzysztof Pieściński z Zagorzyc, nie należący do żadnej partii politycznej.
System w wyborach jednomandatowych jest prosty. Mandat otrzymuje zwycięzca. Wygrał zdecydowanie Jan Rulewski, na którego w całym okręgu zagłosowało 61.026 osób. Na Urszulę Iwicką oddało głos 35.579 wyborców, na Adama Banaszaka 31.392 osoby, a na Krzysztofa Pieścińskiego 6.778 osób.
W powiecie żnińskim Jan Rulewski uzyskał poparcie 10.431 wyborców, największe w gminie Barcin (ponad 2 tysiące). Z kolei w gminie Szubin na Jana Rulewskiego zagłosowało nieco ponad 4 tysiące osób, a w całym powiecie nakielski ponad 14 tysięcy.
Senator z nowego okręgu wyborczego przyznał, że wybory bezpośrednie były wyprawą w nieznane. Tym bardziej dla niego, bo kontakty pozostawił w Bydgoszczy. Dlatego wynik, jaki osiągnął, uważa za bardzo dobry. - Jest to wyraz zaufania do mojej osoby ze strony wyborców - powiedział Jan Rulewski. - Z całym szacunkiem, jednak kandydaci byli osobami mniej znanymi, ale jednak również osiągnęli dobry wynik. Swoim wyborcom dziękuję i będę pamiętał.
Senator dodał, że będzie chciał się zajmować problemami wynikającymi z bezrobocia, niską dynamiką gospodarczą, udziałem ludzi młodych w życiu społecznym i w rynku pracy oraz będzie kładł nacisk na wspieranie rolnictwa i leśnictwa na naszym terenie.
- Planuję utworzenie biura w Inowrocławiu. Ze względu na środki finansowe, bo jako jedyny senator przygotowuje projekty ustaw i mam biuro w Bydgoszczy z dwoma etatami, w miastach powiatowych będą dyżury, ale przede wszystkim spotkania branżowe z przedstawicielami lokalnego biznesu, rolnikami oraz organizacjami pozarządowymi. Będzie czynny również mój blog - dodał senator.
FREKWENCJA
Do urn poszła mniej niż połowa wyborców. W powiecie żnińskim frekwencja wyniosła 43,23%. Najgorzej było w gminie Łabiszyn. Tam zagłosowało 39,34%. Niewiele lepiej było w Janowcu. Tam zagłosowało 39,37%. 42,25% to frekwencja w gminie Barcin. W Rogowie do wyborów poszło 43,47%, a w sąsiedniej Gąsawie 43,65%. Największą frekwencję odnotowano w gminie Żnin - 46,61%.
W powiecie nakielskim zagłosowało 43,48% uprawnionych. Bardzo niska frekwencja była w gminie Kcynia - zaledwie 38,91%. Z kolei najwyższa w powiecie była frekwencja w gminie Szubin. Wyniosła 45,70%.
Podaliśmy frekwencję w wyborach do Sejmu. W wyborach do senatu, z uwagi na liczbę wydanych kart, frekwencja różni się o setne części liczby procentowej.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1026 (41/2011)

 

 

 


Dziwiłem się wielką dyskusją na temat tego, czy kandydat z ziemi żnińskiej dostanie się, czy też nie do parlamentu. Dziwiły mnie też przedwyborcze apele, w których nawoływano do głosowania na naszych kandydatów. Głośna akcja lokalnych polityków o wystawieniu po jednym kandydacie na partię z regionu, żeby zwiększyć szanse na mandat poselski, też mnie dziwiła. Dlaczego? Bo wszystkie te działania były z góry skazane na niepowodzenie.
Nawoływanie do głosowania na kandydatów ze swojego regionu jest próbą, zapewne nieświadomą, ograniczenia podstawowej wolności, jaką jest wolność wyboru. Tym bardziej, że w takich momentach najczęściej nie podaje się innych argumentów na rzecz lokalnych polityków, niż miejsce zamieszkania. Nic o kompetencjach, nic o zasługach, tylko miejsce zamieszkania kandydatów się liczy. O obietnicach kandydatów nie chcę wspominać, bo jak mówi perskie przysłowie Obietnice mają wartość tylko dla tych, którzy w nie wierzą.
Właśnie, kandydatów. Zwoływanie pospolitego ruszenia wyborców na rzecz kandydata z regionu miałoby jakiś sens, gdyby faktycznie z ziemi żnińskiej był tylko jeden jedyny kandydat na posła. Jeżeli lokalnym politykom naprawdę zależałoby na wprowadzeniu osoby z ziemi żnińskiej do parlamentu, to dogadaliby się w tej sprawie. Czyż nie lepiej wprowadzić jednego, niż stracić wszystkich? A oni mieli już przecież problem na etapie, czy wystawić po jednym kandydacie z partii, bo chętnych było więcej. Oczywiście nie można mieć do nich o to pretensji, bo każdy ma swoje ambicje i chce w takich wyborach zaistnieć, a i góra partii wymaga startu od lokalnych liderów, ale niech wtedy nie mówią, że tak bardzo im zależy na kandydacie z ziemi żnińskiej i zrobili wszystko, co było możliwe. A możliwe było więcej. Sytuacja powtarza się od lat i wiadomo było, że głosy rozłożą się na różne osoby z różnych partii. Co prawda, Aleksandrze Nowakowskiej zabrakło niewiele głosów, ale to nie ma żadnego znaczenia. Potwierdza jedynie, że apele o głosowanie na swoich nie przynoszą efektu, gdy kandydatów jest wielu. A partia wiceburmistrz Żnina wybory wygrała przecież zdecydowanie. Jeżeli przy takiej korzystnej sytuacji nie weszła ona do Sejmu, to nie wiem czy może się zdarzyć w przyszłości jeszcze lepsza. Wystawienie wielu kandydatów jest błędem podstawowym, grzechem pierworodnym, o czym wiedzą wszyscy, ale tego nie zmieniają. O znaczeniu frekwencji nie wspominam, bo nawoływanie do udziału w wyborach przynosi jeszcze gorsze efekty niż apele o głosowanie na swoich.
Zatem miałoby jakiś sens apelowanie do głosowania na swojego, gdyby był jeden, ale i wtedy wybór byłby niepewny. Ci, którzy z nim nie sympatyzują, prawdopodobnie zostaliby w domu, a zwolennicy innych partii, niż ta kandydata z regionu, głosowaliby i tak na kogoś innego. Głosowanie w wyborach jest rzeczą ludzką, na motywacje wyborców wpływa wiele czynników, a nie tylko to, kto skąd jest. Każdy, mam nadzieję, ma swój rozum. Jeśli mam zaufanie do kandydata z Bydgoszczy lub Inowrocławia, który jest dla mnie autorytetem, to zagłosuję na niego. Jego chcę widzieć w telewizji, jego chcę słuchać w radio, a nie kandydata z mojego powiatu, którego i tak mam na miejscu, a w moim mniemaniu nie zasługuje on na zasiadanie w ławach poselskich. Jest jeszcze oczywiście zwykła ludzka zawiść i przekorność - każą głosować tak, to zagłosuję inaczej.
Brak wyborczego sukcesu kandydatów ze Żnina wynika również z faktu, że wśród miejscowych polityków i działaczy społecznych brakuje wybitnej osobowości, niepodważalnego autorytetu, który stanąłby ponad podziałami partyjnymi i skupił większość wokół siebie. Dopóki taki się nie pojawi, dopóty posła z ziemi żnińskiej mieć nie będziemy. A kierowanie pretensji do wyborców z tego powodu jest dużym nadużyciem i brakiem poszanowania dla ich decyzji przy urnie wyborczej.
Zresztą cóż to za strata dla regionu, że nie ma posła. To tylko sprawa prestiżowa i raczej dla wybranego niż dla regionu. Przecież parlamentarzyści w przeprowadzanych badaniach od lat lokują się na samym dnie zaufania społecznego w porównaniu z innymi grupami zawodowymi i społecznymi. Strata byłaby, gdyby wybitny starosta, uczciwy burmistrz czy kompetentny radny do parlamentu się dostał. Cóż on by tam robił jako szeregowy poseł? Machałby ręką podczas głosowania, tak jak każe szef partii. Cóż by to przyniosło regionowi? Nic.
Natomiast pozostając na miejscu, działa nadal dla swoich mieszkańców, środowiska lokalnego, będąc blisko nich i znając ich bieżące problemy. Gdyby się dostał do Sejmu oderwałby się od tego i mógłby co najwyżej przeciąć wstęgę na lokalnym orliku czy basenie. I to nie za swoje zasługi, ale tylko dlatego, że jest posłem. Nic więcej by nie mógł zrobić.
Czasy się bowiem zmieniły. Dla lokalnej społeczności pracuje się dziś w samorządzie, a nie w parlamencie. To do samorządów, regionów, kierowane są największe pieniądze z Unii Europejskiej. Tu można najwięcej zrobić dla swoich wyborców, sąsiadów, dzieci, tworząc projekty i programy, które dofinansowuje Bruksela.
Wiele osób tkwi jeszcze mentalnie, nie zdając chyba sobie z tego sprawy, w PRL-u. Myślenie dzisiaj, że szeregowy poseł z regionu jest coś dla niego w stanie załatwić czy pomóc, jest złudne. Zresztą przykładów, że wybrany na posła szybko zapominał, skąd pochodzi, można mnożyć wiele. Kiedy funkcjonował centralizm państwowy i decyzje o wszelkiego rodzaju sprawach zapadały w Warszawie, załatwianie czegokolwiek miało sens, było możliwe, a wręcz konieczne dla rozwoju regionu. Wówczas region zyskiwał mając swoich ludzi w Warszawie do załatwiania różnych rzeczy. Takim był poseł Henryk Hałas dla naszego regionu, o którym ostatnio głośno z różnych powodów. Dziś polityk nie musi jechać do Warszawy, aby coś załatwić. Może skutecznie działać na miejscu i to z dużo większym pożytkiem dla zwykłych ludzi z sąsiedztwa. Byleby był uczciwy i kompetentny. Nie drzyjmy więc szat, że nie mamy posła, bo nie ma powodu, aby to robić. Cieszmy się, że najlepsi politycy zostali z nami, tu na miejscu.

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1026 (41/2011)

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry