24 lutego 1996 r. w kinie Pałuczanin odbyła się prapremiera filmu dokumentalnego Żnin - Paryż - Wenecja autorstwa Stanisława Manturzewskiego i Piotra Bikonta. Przybyli widzowie zapełnili prawie całą salę kinową. Jako, że ta projekcja została zorganizowana z okazji jubileuszu 5-lecia Pałuk, redaktor naczelny - Dominik Księski, przywitał przybyłego z Warszawy reżysera, który przedstawił okoliczności powstania filmu.


Godzina 7 rano na ulicy Kościuszki

    Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się znaleźć w tym filmie dużych wartości artystycznych. Uczucia te potęgowała informacja, że film w dużej części będzie składał się z amatorskich nagrań. Na szczęście spotkało mnie miłe zaskoczenie.
   Dokument ten miał na celu przedstawienie tego, co na prowincji najlepsze. Ale reżyserzy uczynili to na zasadzie kontrastu. Stąd też pojawiły się sceny, kiedy Tadeusz Haręza stawał z pucharem na podium oraz gdy dokarmiał świnie w chlewni. Z jednej strony Teatr im. Alberta Tison, a z drugiej sceny z jakiegoś wesela, gdzie pary tańczyły przy bezwartościowej piosence zbliżonej do disco polo, której fragment brzmiał: Bo Chińczyk to zdrajca i żółte ma jajca.


Budy nad Gąsawką, których nikt już chyba nie dostrzega

    W filmie pojawiają się Leon Lichociński (pracownik Muzeum Kolejki Wąskotorowej w Wenecji) i Walenty Szwajcer - odkrywca Biskupina. Z kamerą autorzy zawitali na próby kapel folklorystycznych i chóru Moniuszko. Pokazano również sceny z życia i pogrzebu Andrzeja Hoffmann. We fragmencie dotyczącym pogrzebu pojawił się najpiękniejszy akcent artystyczny w tym filmie. Gdy trumnę zasypywano ziemią, jeden kwiat przez długi czas wystawał z ziemi. Robiło to naprawdę niesamowite wrażenie.
   Nitką wiążącą całość dokumentu są sceny w żnińskiej kolejce wąskotorowej. Były one sfilmowane przez przybyłą z Warszawy ekipę filmową, a grali w nich autorzy Teatru im. Alberta Tison, wśród których prym wiódł Paweł Hałaburdzin. Pod koniec filmu w scenie razem z Krzysztofem Kurczewskim wykrzykują słowa: Pędźmy naprzód, na złamanie karku i zobaczymy co z tego wyniknie. Nawiązywały one jakby do tego, że takie małe miasto jak Żnin ma duże szanse rozwoju. Trzeba tylko chcieć.
    Film ten był naprawdę dobry. Jego negatywną stroną była słaba jakość niektórych momentów, ale z drugiej strony dodawało to naturalności tej produkcji. Jest to niezły pomysł, żeby pokazać na ekranie takie miasteczko, w którym dzieje się więcej niż w niejednym dużym mieście. Warto aby mogli go zobaczyć ludzie w całej Polsce. Pozostaje tylko wierzyć w słowa reżysera: Jeszcze ekran ten film zobaczy.

MICHAŁ STRZELECKI
Pałuki nr 210 (9/1996)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry