Tytułowe sformułowanie skonstruowane zostało nie dla urody. To podstawowa, fundamentalna prawie prawda określająca wzajemną współzależność pisma i regionu: "Pałuk" i Pałuk.

    Gazeta zrodziła się w warunkach konfrontacji spojrzeń na rolę prasy regionalnej w środowisku Żnina. Od początku znalazła się bez sponsora i bez organizacyjnego (czytaj finansowego) wsparcia jakiegokolwiek ciała społecznego. Powstała więc jako pismo niezależne w pełnym tego słowa znaczeniu. Trud i ryzyko - a było ono ogromne - podjęli ludzie, których nazwiska widnieją i teraz w stopce redakcyjnej. Jedynym odwołaniem do jakiejkolwiek tradycji była nazwa samego wydawnictwa "Wulkan", nawiązująca do - jakże skromnego wówczas - nie cenzurowanego pisemka z okresu czasów reformy Balcerowicza, nawiązującego podtytułem do czasów podziemia. Ale "pismo podziemne" to już był tylko symbol, a nie program. Jakże jednak ważny, gdyż podkreśla swe korzenie wolnej, niezależnej prasy.
    "Pałuki" rozpoczęły samodzielny żywot, gdy miało już pewną tradycję inny dwutygodnik, a i w trakcie, gdy tytuł już nieźle okrzepł, zrodziła się nowa próba stworzenia pisma o innej koncepcji. Jeżeli w tych warunkach "Pałuki" przetrwały, ba! przekształciły się z dwutygodnika w tygodnik, to przede wszystkim - oprócz oczywiście czytelników, którzy nimi się zainteresowali - sukces założonego i korygowanego stale profilu pisma.
    Założenia programowe były proste, typowe dla normalnej dziennikarki. Przede wszystkim informować, a więc przekazywać możliwie najpełniej fakty i wydarzenia z obszaru Pałuk, a w sferze publicystycznej integrować poczynania regionu i inspirować jego rozwój społeczno-ekonomiczny. Pismo postanowiło reprezentować nie opcje polityczne (chociaż tak zupełnie od tego uciec się nie da i nie dało), nie poszczególne grupy o takich czy innych zainteresowaniach, nie poszczególne miasta, ale Region jako całość. Oczywiście w miarę możliwości i poglądów ludzi pióra i czytelników. Z własnego doświadczenia wiem bowiem i kiedyś sam sformułowałem tezę, że nie ma nic bardziej subiektywnego niż obiektywna ocena.     Ale tylko dążenie do prawdziwej, szerokiej i pełnej informacji stwarzało szansę dotarcia do szerokiego kręgu odbiorców i zyskania zaufania czytelników. Bez faworyzowania kogokolwiek. Chociaż nie zawsze... bo, gdy naczelny jest górołazem, to i mistrzostwa skałkowe nabierają na łamach "Pału"k wręcz olimpijskich wymiarów. Ale mogłoby być gorzej, gdyby na przykład jako hobby wybrał sobie pirotechnikę...
    Kapitałem "Pałuk" byli przede wszystkim ludzie. No i sam piękny region - Pałuki. Był też i kredyt. Wprawdzie nie w bankach, ale w przyszłych czytelnikach i prenumeratorach. Chyba został on właściwie spożytkowany i żadna komisja rewizyjna nie miałaby co do tego zastrzeżeń.
    "Pałuki" propagują Pałuki. Ale nie jako hermetyczny, zapatrzony w swe ciekawe dzieje obszar. Propagują Pałuki, które nic nie tracą ze swej tożsamości, ale wkomponowane są w ogólnonarodowe problemy, współuczestniczące w życiu województwa, makroregionu, kraju... Może w przyszłości wreszcie powiatów. Tym różnią się od wielu pism regionalnych w kraju, koncentrujących się na wskrzeszeniu przede wszystkim przeszłości, co powoduje swoistą izolację środowiska. Chociaż i taki grzeszek też znalazłby się na sumieniu... Ale nie jest to zasada.
    Pamiętajmy, że nasze własne sprawy są i będą dla nas zawsze najważniejsze. A bez "Pałuk" sprawy i wydarzenia regionu poprzez pryzmat prasy bydgoskiej czy poznańskiej, że o centralnej już nie wspomnę, będą zawsze i dalsze i mniej ważne - pisał o tym także w pierwszym swoim numerze przedwojenny "Pałuczanin". A dla Pałuczan pobicie w Żninie, włamanie w Szubinie, kradzież gęsi w Łabiszynie lub kraksa pod Kcynią będą zawsze ciekawsze niż włamania lub bójki na Śląsku czy w Małopolsce. Bo po pierwsze nas biją, a po drugie nasi biją.
    Dobrze więc, że są "Pałuki". Chociażby dla naszych pałuckich spraw, które mogą region integrować, pośrednio koordynując wiele inicjatyw, nadając im ponadto szerszy wymiar. A trzeba przyznać, że inicjatyw "Pałukom" nie brakowało. Podobnie jak i interwencji, czego widomym dowodem jest zamach na redakcję i złamany nos reportera.
Szczęśliwie uciekło - no prawie! - pismo od grafomanii. A to już prawie kwalifikacja do nagrody Polskiej Akademii Literatury (za nieszerzenie grafomanii), która wprawdzie jeszcze nie istnieje, ale gdy powstanie, to ją pewno przyzna.
    Czy były błędy, potknięcia? Oczywiście, że były. Ale, bądźmy szczerzy, kto się do błędów bez widomej potrzeby przyznaje? Zresztą zawsze je można sprostować i wówczas jest dodatkowy materiał, a może nawet polemika...
    Ale żarty na bok. Na pewno nie będzie to podstawowa forma zapełniania szpalt pisma w przyszłości. Rysują się różne, ważne społecznie i powszechnie interesujące problemy. Rodzą się nowe inicjatywy. Będzie o czym pisać!
    5 lat! To dużo! Ale już przed piątką chciałoby się dopisać cyfrę "1", a jeszcze lepiej "2"! Czego "Pałukom" - no i sobie - życzę.

Janusz Księski
Pałuki nr 209 (8/1996)
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry