Schował 69 lat temu, otrzymał teraz
   
    Tylko życie mogło napisać tak niesamowity i wzruszający scenariusz.  W jednym z mieszkań na bydgoskim osiedlu bloków doszło do niezwykłego spotkania byłych mieszkańców budynku Banku Ludowego w Żninie. Edmund Rochowicz w wieku 101 lat otrzymał pamiątki, które w 1939 roku zostawił w Żninie.

Kazimierz Sendobry przekazuje 101-letniemu Edmundowi Rochowiczowi medale, które ten jesienią 1939 roku schował na strychu Banku Ludowego w Żninie. Po prawej stoi Teresa Sendobra z domu Walczak, której ojciec znalazł medale w latach pięćdziesiątych. Po lewej - wnuk Edmunda Rochowicza, córka Krystyna Zatorska i prawnuczka.
    fot. Remigiusz Konieczka

    Pamiętam, że to był wtorek. Za oknem w najlepsze hulała zima. Wewnątrz redakcji Pałuk trwała wtorkowa gorączka związana ze zbliżającym się terminem wydawania gazety. Rozmawiałem przez telefon i ledwo skończyłem, zostałem poproszony do odebrania kolejnego telefonu. W słuchawce usłyszałem męski głos i pytanie: - Czy żyje jeszcze Edmund Rochowicz?
    Z BNINA DO ŻNINA
    Z Edmundem Rochowiczem po raz pierwszy spotkałem się trzy lata temu. Mieszkał [do śmierci 18 listopada 2008 roku - przyp. mr] u swojej córki Krystyny Zatorskiej w Bydgoszczy.
    W 2005 roku nasza redakcja zmieniała siedzibę. Z pl. Wolności przeprowadzaliśmy się do budynku Banku Gdańskiego. Kilka miesięcy przed przeprowadzką otrzymaliśmy informacje o ukrytych na strychu dyplomach, pucharach, medalach, a nawet pieniądzach, zostawionych przez byłego pracownika banku. Wraz z informacją dostałem kontakt telefoniczny do państwa Zatorskich. Zadzwoniłem. Informacje o pozostawionych trofeach sportowych potwierdziły się. Okazało się jednak, że nie było tam pieniędzy, pucharów ani dyplomów.
    Trzeba się jednak jeszcze cofnąć do 1907 roku. W Bninie urodził się wtedy Edmund Rochowicz. Zanim trafił do Żnina mieszkał w Trzemesznie, Gnieźnie i Poznaniu. To właśnie tam trafił do klubu Warty Poznań.

Pomimo 101 lat Edmund Rochowicz nie potrzebuje okularów, aby dokładnie przyjrzeć się medalom. Jednak rozmowa z nim jest utrudniona, ponieważ pan Edmund nie dosłyszy.
   fot. z archiwum Edmunda
   Rochowicza i jego rodziny

    Reprezentował klub w biegach długo- i średniodystansowych i w piłce nożnej. Biegając rywalizował m.in. z Januszem Kusocińskim. W drużynie piłkarskiej w europejskich pucharach grał przeciw Hercire Berlin, czy PSV Eindhoven. Od 1925 roku pracował w Banku Związku Spółek Zarobkowych. Pracował tam do 1932 roku. W latach 1928-1930 odbył służbę wojskową w 57 pułku piechoty. Od 1932 roku przez następne dwa lata był księgowym w jednej z poznańskich firm. W 1934 roku trafił do Żnina. Został zatrudniony w Banku Ludowym. Później został nawet członkiem zarządu banku i pełnił tę funkcję do 1939 roku. Zajmował pokój na strychu. W związku z zagrożeniem niemieckim Edmund Rochowicz został powołany do wojska. Po krótkiej Wojnie Obronnej wrócił do Żnina. Jednak nie na długo. Okupanci rozpoczęli wysiedlenia. Edmund Rochowicz trafił do Mińska Mazowieckiego i tam spędził całą wojnę. Zanim został wywieziony zdążył schować w banku swoje pamiątki - medale za osiągnięcia sportowe w Warcie Poznań.
    Po wojnie Edmund Rochowicz zaczął nowe życie w Mińsku Mazowieckim. Ożenił się. Później dostał wraz z żoną przydział na mieszkanie w Bydgoszczy. Rozpoczął pracę w Powiatowej Radzie Narodowej. Teraz [maj 2008 r. - przyp. mr] w wieku 101 mieszka wraz z córką Krystyną i jej mężem w Bydgoszczy. Edmund Rochowicz co prawda nie słyszy, ale widzi bardzo dobrze i może czytać bez okularów. W piątek czekał z niecierpliwością na gości.
    - Czy może nie zabłądzili? - pytał co chwilę.
    PUDEŁKO I INTERNET
    Kiedy Edmund Rochowicz na nowo układał sobie życie w Mińsku Mazowieckim, a później w Bydgoszczy, do jego mieszkania na strychu w 1951 roku wprowadził się pracownik banku Franciszek Walczak z żoną Łucją. Rok później przyszła na świat ich córka Teresa. Przez pierwsze siedem lat Walczakowie z dziećmi zajmowali mieszkanie na strychu, później na drugim pietrze część dawnego mieszkania dyrektora. Z budynku banku wyprowadzili się w 1965 roku. Zamieszkali w blokach. Dopiero teraz dowiedziałem się, że ich psa owczarka niemieckiego, którego nie mogli trzymać w nowym mieszkaniu, przygarnął mój wujek. Ale Franciszek Walczak zabrał ze sobą małe pudełko i tylko on wiedział, co w nim się znajduje. Po śmierci męża opiekę nad pudełkiem przejęła jego żona, która pięć lat temu zamieszkała wraz z córką Teresą i jej mężem Kazimierzem Sendobrym na Śląsku. Pudełko z tajemniczą zwartością trafiło do rąk córki. Znalazła w nim nic jej początkowo nie mówiące odznaczenia i medale. Na jednym z nich wyryte zostało nazwisko E. Rochowicz.
    - Trzy miesiące temu w Internecie trafiłam przypadkowo na pana artykuł o historii banku. W związku z tym, że tam się wychowałam i czuję bardzo duży sentyment do tego miejsca, zaczęłam go czytać. Jak przeczytałam cały tekst, to dostałam dreszczy. Nie mogłam sama do Pana zadzwonić. Musiał to zrobić mój mąż - opowiada Teresa Sendobra (z domu Walczak).
    WZRUSZENIE
    Zanim trzy lata temu napisałem tekst o historii Banku Ludowego w Żninie próbowałem się dowiedzieć, gdzie znajduje się skarb Edmunda Rochowicza. Okazało się, że żaden z żyjących byłych pracowników i byłych mieszkańców banku, którzy pamiętają czasy przedwojenne, nic o ukrytych medalach nie słyszał. Ostatni akapit artykułu z numeru 42/2005 kończył się stwierdzeniem, że nie dowiemy się, co mogło stać się z medalami Edmunda Rochowicza. Jak przewrotne bywają ludzkie losy pokazało życie.
    Kazimierz Sendobry zapytał mnie w lutym tego roku, czy Edmund Rochowicz żyje. Pytał, ponieważ jest w posiadaniu pudełka z medalami. To, że są to jego medale wynikało z nazwiska na jednym z nich. Zagadkę wyjaśnił również mój artykuł sprzed trzech lat. 
    - Skojarzyliśmy fakty i postanowiliśmy skontaktować się z panem - mówią państwo Sendobrzy, którzy chcieli oddać pamiątki w ręce właściciela.
    Do spotkania doszło w miniony piątek. Edmund Rochowicz z przejęciem oglądał swoje medale. Nic nie mówił. Teresa Sendobra nie kryła wzruszenia. Podobnie jak córka Edmunda Rochowicza Krystyna Zatorska z mężem, jego wnuk Maciej oraz prawnuczka. Wszyscy z zaciekawieniem oglądali przedwojenne trofea sportowe Edmunda Rochowicza, które trafiły do niego po 69 latach.
    POŁĄCZYŁ BUDYNEK
    Na koniec poznaliśmy powojenną historię medali. Opowiedziała ją Teresa Sendobra: - Na początku z rodzicami i rodzeństwem mieszkałam w pokoju na strychu. To było na początku lat pięćdziesiątych. W deszczowe dni przeciekał sufit. Mój tato wszedł nad dach pokoiku. Tam między belkami i słomą znalazł zawiniątko i pudełko, które w nim było. Nic więcej tato tam nie znalazł. Zabrał zawiniątko, nie wiedząc do końca czyje to jest. My także nie wiedzieliśmy, co tam się znajduje. Kiedy tato zmarł pudełko przejęła mama, a kiedy likwidowała mieszkanie, to przekazała nam. Po przeczytaniu artykułu postanowiliśmy skontaktować się z autorem i dotrzeć do ich właściciela - powiedziała dawna żninianka, która z lat dziecinnych pamięta towarzyszy zabaw: - To pan jest synem mojej koleżanki Bożeny? Niesamowite. Proszę pozdrowić mamę.
    I w ten osobisty dla mnie sposób zakończyła się historia medali Edmunda Rochowicza.
    Wszystkich żninian, którzy odnaleźli w niej kawałek swojego życia, łączy jedno - budynek banku wybudowanego prawie sto lat temu na rogu ul. Sądowej i Szkolnej.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 849 (21/2008)

 

 

Inne teksty o Edmundzie Rochowiczu:

Odpowiadali całym majątkiem

Żegnamy członka zarządu banku Ludowego w Żninie

Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry