Konferencja: Prasa lokalna w budowie społeczeństwa obywatelskiego Senat RP 21 września 2004
    Jest szansa, że niezależna, prywatna gazeta lokalna może dostarczać informacji o tym, co na jej obszarze ukazywania się najważniejsze, być forum wymiany opinii oraz pełnić funkcję kontrolne wobec władzy samorządowej. Nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, aby udało się to gazetom wydawanym przez samorząd.  

    Przyczyny nie leżą w realizacji, są one uwarunkowane strukturalnie. Zacznijmy od spraw finansowych. Są gazety na których się zarabia, są takie, do których się dokłada. Wiele razy zachodziłem w głowę, jak to się dzieje, że na tym samym rynku prywatna gazeta zarobi, a samorządowa dopłaci. I - jakimi drogami moje myślenie by nie podążało - zawsze na końcu wychodziło mi, że płaci ten, kto ma ku temu własny interes.  
    Prywatna gazeta lokalna jest zamkniętym obiegiem finansowym. Ile ze sprzedaży nakładu i miejsca na reklamy wpłynie do jej kasy - tyle ów wydawca może przeznaczyć na druk, pensje i pozostałe koszta. Doskonale wie więc i on i jego dziennikarze, że w dniu wypłaty z kasy otrzymują gotówkę, którą ich czytelnicy zostawili w kioskach. I doskonale też wiedzą, że reklamodawca przystanie na propozycję akwizytora reklam wtedy, jeśli tych czytelników, którzy co tydzień na gazetę głosować, kupując ją w kiosku, będzie wielu. A będzie ich wielu, jeśli o żadnym się nie zapomni, jeśli będzie się pamiętać o interesach kolejnych grup zawodowych, terytorialnych, wiekowych, politycznych, hobbystycznych i innych; w końcu - o interesach ich wszystkich, czyli o tym, jak pracuje samorząd. Taką gazetę finansują czytelnicy, bo mają w niej swój interes - wiarygodną informację. 
Oczywiście prywatne gazety nie zawsze są tak święte, jakby chciały być i mają swoje grzechy na sumieniu. Czasem stają się nieprzyzwoitym narzędziem walki politycznej, familijnej, czy jakiej jeszcze innej - często zresztą tracąc wtedy czytelników, zyskując denerwującą konkurencję, zakładaną przez przeciwników lub bankrutując. Ale każda, nawet źle redagowana, gazeta prywatna lepiej wypełni rolę wyraziciela opinii publicznej, niż gazeta samorządowa.
    Gazety, wydawane przez samorząd nie mają szansy na spełnienie ról, stojących przed lokalnym medium. Tu do kogo innego nominalnie gazetę się adresuje (mieszkańcy), a kto inny ją finansuje. Bo nie słyszałem o gazecie, do której by samorząd nie dokładał. Jeśli nawet sprzedaż pokryje koszt druku, to pensje już idą z budżetu gminy (czasem ukryte w kosztach funkcjonowania Domu Kultury), dostarcza się nakład do kiosków służbowym wozem, kupuje się sprzęt nie z pieniędzy zarobionych przez gazetę (i opodatkowanych), lecz z gminnych. Tak więc samorząd gazetę wydaje, samorząd ją finansuje i samorząd chce czytać to, za co płaci. Nie ludzie.
    Napisałem powyżej "samorząd" i już widzę wszystkich, którzy z samorządową prasą mieli do czynienia, jak na mnie z politowaniem patrzą: Samorząd? Burmistrz, a nie samorząd. Albo ten z radnych, co częściej zachodzi do naczelnego. Albo w końcu czasem po kolejnej sesji sam naczelny już nie wie, kogo reprezentuje i przez kogo sformułowaną linię pisma powinien realizować.  
    Z natury rzeczy gazeta samorządowa nie może pełnić funkcji kontrolnej. Podległy burmistrzowi naczelny, który go krytykuje? Gdzie realizacja wspólnych z pracodawcą celów? Wiceburmistrz, będący naczelnym, który krytykuje decyzje radnych? Ludzi, których wolę ma realizować?  
    Albo inna sytuacja. Gazeta opisuje przejęcie dawnego PGR-u przez dzierżawcę i jego kontrowersyjne decyzje. Dzierżawca przyjeżdża do burmistrza i pyta: - Proszę pana, czemu Pan mi psujesz interes? Ja płacę podatki, z których Pan masz pensję. Czy powinno być tak, że samorząd, który powinien być bezstronny, działa w interesie mojej konkurencji? 
    Z tych powodów gazety samorządowe są jałowe, zazwyczaj nie podejmują gorących tematów, o których mówi całe miasto, a jeśli już je podejmują - zazwyczaj jest to odzwierciedlenie walki między jakimiś samorządowymi frakcjami.
    Gazeta samorządowa działa więc zawsze w interesie samorządu (lub jego części) wąsko pojmowanego - jako władza. Zaś samorząd sensu largo - jako wspólnota wszystkich mieszkańców gminy (powiatu) nie jest - z powyżej wymienionych względów - najważniejszym punktem odniesienia dla tych, którzy gazetę samorządową redagują.  
Nawiązując do zacytowanej poniżej wypowiedzi dzierżawcy, przedstawię słowa wydawcy niezależnej gazety, skierowane  do przewodniczącego Rady Miejskiej: " - Proszę pana, płacę podatki, i to niemałe. Rada dysponuje tymi pieniędzmi. I zamiast w ramach rozwijania gminy podwyższyć dodatki nauczycielom, za moje pieniądze robicie mi konkurencję." I przedstawia wyliczenie, z którego wynika, że za pieniądze, wydane rocznie na gazetę rada mogłaby wykupić co tydzień półtorej strony w nakładzie 10.000 egzemplarzy, zamiast wydawać pismo, którego rozchodzi się 300 sztuk. Zakończy słowami: " - Wiem, że nie podoba Wam się to, co piszemy, wiele razy o tym mówiliście na sesji. Ale fakty są faktami, a opinie możemy mieć takie, jak nam się podoba."  
    Przewodniczący Rady na takie dictum zrobi dziwną minę, powie coś o totalitarnej chęci kneblowania przez wydawcę władzy i o tym, że dziś każdy musi się promować, samorząd też. I samorządy prowadzą promocję własnej działalności, nie zważając na to, ze za ten promocyjny druk każą ludziom jeszcze płacić. Dział promocji gminy nie , który teoretycznie ma dbać o to, aby
    Zacytuję innego wydawcę: "Dlaczego starosta chce wydawać własną gazetę, skoro istnieje taka, która dużo o pracy starostwa pisze? Czyż ta istniejąca pisze źle i nieprawdziwie? Ale gdyby pisano źle i nieprawdziwie, to starosta może żądać sprostowania (i to za darmo). Chyba, że pisze źle i prawdziwie. Wtedy jest problem, bo sprostowania dać nie można."
    Cel wydawania prasy samorządowej zazwyczaj jest jeden - stworzyć przeciwwagę gazecie prywatnej, która śmie krytykować decyzje podejmowane przez radę, śmie publikować wynagrodzenie burmistrza i diety radnych, stawia kłopotliwe pytania i publikuje informację, że każda firma, wygrywająca w gminie przetarg na prace, w których zakresie jest jakaś robota koparką, zatrudnia zawsze koparkę zięcia członka Zarządu (a przecież to już jest sprawa tych firm, kogo biorą za podwykonawcę, czego w tej gazecie się czepiają?). 
    Czasem jednak jest tak, że nikt się w powiecie za działalność prasową nie bierze. Wtedy samorząd dumny jest z tego, że ratuje komunikację społeczną na poziomie lokalnym i macha ręką na moje wywody. A czy pomyślał, że tworząc tą gazetę w oparciu o zaplecze budżetu, zajął miejsce na rynku i stworzył dużą barierę wejścia dla prywatnego wydawcy, który mógłby stworzyć w tym powiecie naturalny układ, przyczyniający się do lepszej kontroli społecznej samorządu terytorialnego?  
    Bez wahania stawiam tezę, że brak niezależnej gazety lokalnej w powiecie jest niekorzystny dla rozwoju w nim mechanizmów demokratycznych. A powiat, w którym to bardzo silne lokalne medium leży w rękach samorządu i w którym nie ma żadnej niezależnej gazety przypomina mi afrykańskie bananowe republiki, gdzie wszystko jest w rękach jednego kacyka.  

DOMINIK KSIĘSKI
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta danych zastrzeżone. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych możliwe wyłącznie na własny użytek. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów możliwe wyłącznie za zgodą redakcji, którą można uzyskać tutaj. Ogłoszenia i reklamy są materiałem zleconym, za ich treść odpowiedzialność ponosi ich nadawca, a nie redakcja lub wydawca gazety.
Copyright 2006-2018 Pałuki Tygodnik Lokalny - Wydawnictwo Dominika Księskiego WULKAN, tel. 52 302-09-28
do góry