Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President
Chcesz wysłać wiadomość do redakcji? Napisz na nasz adres e-mail

Najnowsze artykuły

loading...
Najnowsze artykuły

Najnowsze - uroczystości

loading...
Najnowsze - uroczystości

Najnowsze - w szkole

loading...
Najnowsze - w szkole

Najnowsze - na sygnale

loading...
Najnowsze - na sygnale

Najnowsze - sport

loading...
Najnowsze - sport
loading...
  Drogi
  Kultura
  Zdrowie
  Polityka

- Było wręcz odwrotnie, bo zakładowi WiK zależało na tym, aby pod względem technicznym te przyłącza były wykonywane prawidłowo. Tak, aby później nie było ubytków wody na sieci. Ci ludzie zaś dawali duże prawdopodobieństwo, że to będzie wykonane rzeczywiście w zgodzie ze sztuką. WiK nie miał monopolu na robienie przyłączy - stwierdził były wiceprezes Janusz B. w odpowiedzi na pytanie, czy pracownicy zakładu WiK narażali tę firmę na straty realizując prywatnie wykonawstwo przyłączy wodno-kanalizacyjnych.

Blisko 40 świadków zostało wezwanych na kolejną rozprawę w Sądzie Rejonowym w Żninie w sprawie przyłączy wodno-kanalizacyjnych wykonywanych poza obiegiem Zakładu Wodociągów i Kanalizacji WiK przez zatrudnionych w czasie trwania tego procederu w tymże zakładzie. Na ławie oskarżonych siedzą: Andrzej T. - były kierownik działu wody w WiK oraz Bogdan C. i Ryszard G. - nadal pracujący w tej firmie. Prokurator Wojciech Jabłoński oskarżył ich o wspólne i w porozumieniu działanie na szkodę spółki, która poniosła w wyniku tego straty w wysokości 91.720 zł. Oskarżeni za wykonane poza obiegiem WiK przyłącza przyjmować mieli według prokuratury nie mniej niż 1.000 zł korzyści majątkowych. Zlecenia te mieli też realizować według oskarżenia w godzinach pracy oraz przy użyciu sprzętu i materiałów należących do WiK. Ponadto Andrzejowi T. został przedstawiony zarzut przywłaszczenia 4 służbowych telefonów komórkowych o wartości 4.797 zł i fałszowania dokumentów.
Na trzecim posiedzeniu sądu w sprawie, w której orzeka sędzia Robert Tuchciński, nie stawili się wprawdzie wszyscy wezwani świadkowie, ale i tak składanie zeznań przez tych, którzy dotarli, trwało ponad 3 godziny. Największą grupę świadków stanowili ci, którzy w okresie 2007-2015, czyli tym, który stanowił zainteresowanie śledczych przygotowujących akt oskarżenia, zlecali wykonywanie przyłączy pracownikom WiK, zasiadającym na ławie oskarżonych.
Jako pierwszy jednak zeznania złożył obecny prezes spółki komunalnej WiK Jerzy M. Nie miał wiele do powiedzenia w sprawie, gdyż funkcję szefa zarządu objął z początkiem 2016 r. Było to co prawda kilka tygodni przed postawieniem zarzutów trójce dzisiejszych oskarżonych, ale w rzeczywistości afera wybuchła wcześniej, a mianowicie jesienią 2015 r., gdy odwołana została z funkcji prezesa Małgorzata S. (również w zeszłą środę zeznawała w tej sprawie). Razem z nią wtedy stracił pracę w WiK Andrzej T. Następnie ówczesny przewodniczący rady nadzorczej spółki Michał Nowacki do końca 2015 r. był p.o. prezesem zarządu, a w firmie trwał audyt zlecony przez burmistrza Roberta Luchowskiego. To wyniki tego audytu stały się punktem wyjścia do złożenia doniesienia do organów ścigania w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa polegającego na wykonywaniu przez pracowników WiK w czasie etatowej pracy i przy wykorzystaniu sprzętów i materiałów należących do WiK, przyłączy wodno-kanalizacyjnych prywatnie.
W tym miejscu dodajmy, że Michał Nowacki był wezwany do złożenia zeznań na poprzednią rozprawę. Wtedy nie przybył. Po lekturze naszego wcześniejszego artykułu - relacji z tamtej rozprawy, Michał Nowacki napisał do nas mail, w którym poprosił o używanie jego nazwiska w relacjach z tego przewodu sądowego w pełnym brzmieniu, a nie jedynie przy użyciu inicjału. Mimo zapowiedzi w tym mailu, że stawi się na wezwanie sądu, w ostatnią środę również nie dotarł. Przyczyny nie znamy.
Mecenas Henryk Biniek, pełnomocnik Andrzeja T., na koniec ostatniego posiedzenia sądu ponowił wniosek o kolejne, skuteczne wezwanie Michała Nowackiego. Wniósł również o wezwanie na świadka Waldemara W., pracownika Urzędu Miejskiego w Żninie do spraw kontroli, który pod koniec 2015 r. przeprowadzał w spółce wspomniany audyt.
Henryk Biniek po złożeniu zeznań przez prezesa WiK Jerzego M. zapytał go, czy działalność tej spółki jest zdeterminowana ustawą o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzaniu ścieków. Ten potwierdził. Konsekwencją było kolejne pytanie adwokata, mianowicie, czy na podstawie tej ustawy to firma realizująca dostawy wody - taka jak WiK - jest jedynym, uprawnionym podmiotem do wykonywania przyłączy. Czy też może zlecający wykonanie przyłączy ma wolną rękę i może sobie wybrać wykonawcę na wolnym rynku? Prezes potwierdził, że spółka komunalna nie ma monopolu w dziedzinie wykonywania przyłączy wodno-kanalizacyjnych.
Krystyna M., która pracowała w Biurze Obsługi Klienta w WiK, powiedziała, że do jej obowiązków należało m.in. przyjmowanie wniosków o odbiór wykonanego przyłącza. Wyjaśnijmy, że WiK legalizuje wszystkie przyłącza do sieci - także te, które na zlecenie właściciela nieruchomości wykonywała inna firma.
Po złożonych na rozprawie zeznaniach sędzia Robert Tuchciński czytał poszczególnym świadkom protokoły z ich zeznań na etapie przygotowawczym w tej sprawie. Czyli te zeznania, które składali oni na policji. Z zeznań Krystyny M. złożonych na tamtym etapie wynikało, że były kierownik działu wody w WiK Andrzej T. podjął decyzję o spaleniu części dokumentów z archiwum zakładowego na oczyszczalni w Jaroszewie.
Najliczniejszą grupą świadków, którzy stawili się na rozprawę w minioną środę, byli właściciele posesji w gminie Żnin (choć nie tylko jej mieszkańcy, bo np. też bydgoszczanin, który nabył działkę w Kierzkowie), którzy w latach objętych sprawą zlecali wykonanie przyłączy Andrzejowi T., Bogdanowi C. i Ryszardowi G. To były te osoby, co do których prokuratura ustaliła, że w rzeczywistości usługi dla nich oskarżeni wykonywali nie pod szyldem WiK, a prywatnie.
W zeznaniach tej grupy świadków chodziło o stwierdzenie, czy otrzymywali dokumenty za wykonane dla nich inwestycje, a zwłaszcza, czy otrzymali faktury i czy były one wystawione przez WiK. Sąd stara się ustalić również, czy wszystkie podpisy pod wnioskami o wykonanie przyłączy rzeczywiście należą do właścicieli posesji, czy może zostały sfałszowane.
Niektórzy świadkowie są pewni po okazaniu im tych dokumentów, że to nie ich podpisy są na nich złożone. Niektórym z nich nawet nie chodzi o to, że sami by się nie podpisali pod wnioskiem, lecz przeszkadza im, że ktoś uczynił to za nich.
Z informacji przedstawianych przez grupę świadków, którzy zlecali przyłącza, wynika że płacili oni oskarżonym po kilkadziesiąt procent mniej za wykonane przyłącza, niżby wykonał je WiK. Tak to wygląda, gdy porównuje się te stawki z wyliczeniami biegłych. Powoływał się na to również mecenas Andrzeja T., Henryk Biniek.
Z zeznań tej grupy świadków wynika również, że niektórzy znając z widzenia Andrzeja T. lub pozostałych oskarżonych, lub zdobywszy kontakt telefoniczny do nich za pośrednictwem znajomych, sami zgłaszali się do nich w kwestii zlecenia wykonania przyłącza. W innych przypadkach zgłaszali się w pierwszej kolejności do biura obsługi w WiK, a tam i tak ich przekierowywano w sprawie przyłączy do Andrzeja T. Świadkowie podkreślali, że osoby dzisiaj oskarżone były przez nich utożsamiane na etapie załatwiania spraw formalnych i samego wykonawstwa przyłączy z pracownikami WiK.
Wśród świadków składających zeznania na zeszłotygodniowej rozprawie był Eugeniusz D., prezes zarządu WiK od 2000 r. do 2015 r. - Dla mnie ta sprawa jest co najmniej dziwna. Tyle na ten temat wiem, co dowiedziałem się z gazet. Nie wiem, jak to z tymi przyłączami było. Wydaje mi się, że to niemożliwe. My jako WiK przyłącza wykonywaliśmy tylko okazyjnie, w miarę wolnego czasu pracowników, którzy z reguły mieli inne zadania. Ktoś tutaj sobie policzył, ile tych przyłączy można byłoby wykonać w teorii i zrobił z tego aferę. A ja nie wiem, czy jakaś afera była. Żadnych nieprawidłowości nie wykryłem. Najważniejsze były dla mnie odbiory przyłączy, a nie ilość zleceń na ich wykonanie - powiedział Eugeniusz D.
W odpowiedzi na pytanie Henryka Bińka o telefony za złotówkę od operatora, z którym umowę miał WiK, były prezes potwierdził, że takie były przekazywane przez tegoż operatora i wykorzystywano je w firmie zgodnie z zapotrzebowaniem. Odpowiadał za to Andrzej T. Wartość telefonów nie była księgowana w wysokości takiej, jaka mogły one osiągnąć na wolnym rynku, ale takiej, jaka w rzeczywistości przedstawiała się w ofercie operatora, czyli faktycznie 1 zł za aparat.
Eugeniusz D. zeznał również, że nad działaniami zarządu pieczę sprawowała rada nadzorcza, były coroczne kontrole w tym przez okres jego prezesury, dwie większe, zlecone przez Urząd Miejski, które można określić mianem audytu. Nie wykazały one żadnych nieprawidłowości w zakresie wykonywania przyłączy przez pracowników zakładu WiK poza obiegiem tej firmy.
- Robiliśmy te przyłącza jako WiK tylko w miarę wolnych mocy przerobowych. Bywało tak, że ktoś już nam to zlecił, a zanim się do tego zabraliśmy, to okazywało się, że gdzieś jest awaria na sieci i nasi ludzie tam w pierwszej kolejności muszą interweniować. Zniecierpliwiony właściciel przyłącza, który jak najszybciej chciał zrealizować swoje podłączenie, po prostu szukał sobie innego wykonawcy - powiedział Eugeniusz D.
Podobnie były wiceprezes zarządu spółki WiK Janusz B. zeznał w sądzie, że nic mu nie wiadomo o nieprawidłowościach. - Spółka WiK to podmiot powołany przez gminę Żnin do realizowania zadań własnych gminy, do których należy zaopatrywanie mieszkańców w wodę i odbieranie ścieków. I to jest misją spółki WiK w pierwszej kolejności, a nie skupianie się na wypracowywaniu zysków. My nie mieliśmy monopolu na wykonywanie przyłączy. Co więcej, gdybyśmy sobie taki tylko rościli, to zapewne byłoby to zaraz ścigane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów - powiedział Janusz B.
Z jego zeznań wynikało, że w momencie zawiązania się spółki otrzymała ona do zarządzania starą sieć. Trzeba było ją naprawiać i wymieniać na nową. Dodatkowo w mieście i gminie powstawały nowe osiedla i to skutkowało zapotrzebowaniem na budowę nowych sieci. To wszystko absorbowało czas i siły firmy. Nie pozostawały go zbyt wiele na wykonywanie przyłączy. Dlatego - według Janusza B. - zakładowi nie zależało na zleceniach wykonania przyłączy. W rezultacie więc, zdaniem byłego wiceprezesa, nie można mówić, że pracownicy WiK narazili swój zakład na straty. - Było wręcz odwrotnie, bo zakładowi WiK zależało na tym, aby pod względem technicznym te przyłącza były wykonywane prawidłowo. Tak, aby później nie było ubytków wody na sieci. Ci ludzie zaś dawali duże prawdopodobieństwo, że to będzie wykonane rzeczywiście w zgodzie ze sztuką. WiK nie miał monopolu na robienie przyłączy - stwierdził Janusz B.
Na koniec Henryk Biniek zapytał Janusza B., dlaczego audytor z Urzędu Miejskiego Waldemar W. przez tyle lat nie widział nieprawidłowości w działaniach spółki, by na koniec je jednak zobaczyć. Były wiceprezes WiK stwierdził w odpowiedzi, że nie wie i może jedynie przypuszczać, że zmieniła się opcja w Urzędzie, który zlecał audyty. Robert Tuchciński uciął te spekulacje każąc mecenasowi ograniczać się w pytaniach jedynie do faktów.
Waldemar W. ma być wezwany na świadka w tym procesie. Kolejne posiedzenie w tej sprawie odbędzie się już w przyszłym roku.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1348 (50/2017)

 

Więcej tekstów na ten temat:

Czy poszkodowanym jest WiK?

Chce uwolnienia majątku Andrzeja T.

Pieniądze do ręki, faktur nie było

Dokumenty spalili, ale one były z lat sześćdziesiątych

Kluczowy świadek nie pojawił się

Kilka podpisów - tak, ale o korzyściach nie ma mowy

Do przesłuchania jeszcze 400 świadków

Brali za przyłącza od 1.000 zł w górę

Akt oskarżenia najwcześniej w sierpniu

Straty wyliczają na 1,35 mln zł

Majątki podejrzanych zabezpieczone

Prezes wydłuża abolicję dla legalizujących przyłącza

Za przyłącza do prywatnej kasy

 

 

 

 

 

 

W związku z nowelizacją ustawy Prawo telekomunikacyjne informujemy o korzystaniu przez stronę palukitv.pl z plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie.